Alternatywna edukacja




Edukacja inaczej

Człowiek uczy się całe życie, prawda stara jak świat. W przyjętym powszechnie systemie, od przedszkola po szkołę wyższą ukończoną tytułem magistra, spędzamy prawie 20 lat na edukacji. Ponadto edukacja jest jednym z czynników rozwoju nie tylko człowieka, ale także gospodarki. To właśnie ten proces decyduje o miejscu człowieka w społeczeństwie, o jego umiejętnościach czy posiadanej wiedzy. To on determinuje życie człowieka. Nie dziwi więc, że rodzice poszukują najlepszych sposobów nauki swoich dzieci. Coraz więcej z nich jest niezadowolonych z obecnego systemu i decyduje się na nauczanie domowe (do niedawna najpopularniejsza alternatywa dla szkoły tradycyjnej) lub zapisuje swoje pociechy do raczkujących „nowych” szkół. Z czym kojarzy się dziś edukacja? Głównie z obowiązkiem, ocenami, systemem nagród i kar. Z czym mają kojarzyć się nowe szkoły? Z samorozwojem, poczuciem własnej wartości. Zwolennicy zmian zarzucają tradycyjnej polskiej szkole przepełnione sale, zasadę „zzz” („zakuć, zdać, zapomnieć”) i przyswajanie schematów. Ze strony państwa największym zaniedbaniem jest ilość dzieci w klasach. Zbyt duża ilość dzieci nie pozwala nauczycielowi na rozpoznanie słabych i mocnych stron dziecka. Dziecko z problemami często pozostaje w tyle i może nigdy nie nadrobić tej straty.[1] Dzieci po tradycyjnej szkole, według zwolenników nowości w edukacji, jest zagubione i zdezorientowane w otaczającym świecie.


Czym jest nauczanie domowe?

To nic innego jak nauka w domu przez rodzica (przeważnie praktyka stosowana na Zachodzie, ze względu na luźniejsze zobowiązania prawne niż w Polsce) lub nauczyciela. W Polsce, ze względu na powszechny obowiązek szkolny, dzieci muszą stawiać się raz, dwa razy w roku w szkole, w celu zaliczenia poszczególnych etapów. Jest to dość kontrowersyjny sposób nauki. To rodzic, w założeniu, układa program nauczania dziecka, zgodny z programem szkolnym. Konsekwencją tego może być pomijanie części materiału, których rodzic nie zna, bądź nie potrafi wytłumaczyć. Znika tu także element socjalizacji, dziecko ma mniej okazji do poznania rówieśników. Największą zaletą zaś jest chyba brak czynników stresogennych.



Czym jest szkoła demokratyczna?

Założona została w 1921 roku przez Alexandra Sutherlanda Neilla, nazywała się Summerhill i mieściła się w Anglii. To ona dała początek dzisiejszym szkołom demokratycznym na świecie. Stawia na samorozwój i indywidualizm ucznia. Główny przeciwnik obecnego systemu edukacji w Polsce. Zakłada, że uczeń uczy się, bo chce, a nie - bo musi. Dlatego też szkoła ta zlikwidowała tradycyjny system oceniania i podział na przedmioty oraz klasy. Szkoła demokratyczna oddaje odpowiedzialność za własną edukację dziecku. Pozwala mu na wolność, na samodzielny wybór tego, czego chce się uczyć. Czy dziecko w podstawówce potrafi dokonać takiego wyboru? Według założycieli szkoły demokratycznej – tak. Nic nie jest narzucone odgórnie przez dorosłych – dzieci mają możliwość decydowania o sobie, tym, czego się będą uczyć i jak. Wyrabiają w sobie postawę odpowiedzialności, przewidywania skutków swoich decyzji i planowania. Nie robią niczego dla ocen (bo ich nie ma), ale dla siebie, motywuje ich ciekawość świata, chęć odkrywania, realizacji swoich pasji. Bez przymusu dążą do tego, co uważają za istotne, czemu chcą się oddać – osiągając przy tym świetne wyniki i stając się specjalistami w interesujących je dziedzinach.[2] Najdziwniejszy jest fakt, że dziecko wybiera sobie samo czas kiedy jest gotowe na naukę danej umiejętności – tak więc w jednej klasie nauki czytania możemy mieć ucznia czteroletniego i dziewięcioletniego. W teorii wszystko pięknie, ale czy faktycznie taki system jest odpowiedni dla najmłodszych?



„Unschooling”

Metoda specyficzna i odległa o lata świetlne od tradycyjnego systemu nauczania. To dość trudny do zdefiniowania model, system nauki, czasem mówi się o stylu życia. Za ojca założyciela uważa się Johna Holta, propagującego domowe nauczanie. Unschooling kieruje się zasadą, że dziecko jeśli chce - będzie się samo uczyło, i to tylko i wyłącznie od niego zależy czy naukę podejmie. Ogólnie można powiedzieć, że to forma edukacji domowej, w której uczenie się oparto na zainteresowaniach, potrzebach i celach wyznaczonych przez dziecko. Z tą różnicą, że nauczanie domowe to próba odtworzenia szkoły w warunkach domowych, zaś unschooling to całkowita swoboda w doborze przedmiotów, materiału. To dziecko kierowane ciekawością odkrywania świata, pogłębia swoje pasje, decyduje jak i czego chce się uczyć.

Mówi się o przodowaniu uczniów z Finlandii (której system nauczania bliski jest szkole demokratycznej) w edukacji. Nie stawia się tam ocen, a uczniów uczy głównie pracy w grupie, która ma przygotować do życia w społeczeństwie. Podchodzi się do ucznia indywidualnie i stawia się przede wszystkim na jego samorozwój. Wprowadzili także system holistyczny – nie wynik, a droga do niego określa poziom wiedzy ucznia. Ponadto nie ma centralizacji edukacji jak w Polsce – każda szkoła może stworzyć własny indywidualny program. Realizują zasadę szkoły przyjaznej dzieciom. Czy to zapewnia Finlandii wysokie wyniki? Z drugiej strony państwa azjatyckie – także wysokie notowania, a jednak system skrajnie inny. W Azji istnieje tzw. „wyścig szczurów” od najmłodszych lat. Dzieci uczone są pisania testów, egzaminów i zakuwania dużej ilości materiału. Najsłabsze ogniwa odpadają, uczniów traktuje się jako jedną, spójną masę. Od rodziców zaś, w pełni, zależy rozwój dziecka – to rodzic organizuje swojej pociesze zajęcia pozalekcyjne. Wiele kontrowersji wzbudziła Amy Chua swoją książką „Bojowa Pieśń Tygrysicy”, w której opisuje, według wielu zwolenników liberalnych metod, sadystyczny sposób nauki dzieci.

[1] http://maximilianpiekut.salon24.pl/398338,system-edukacyjny-w-polsce-stan-obecny-i-postulaty


[2] http://stressfree.pl/co-to-jest-szkola-demokratyczna-cz-1/

0 wyświetlenia